

Beata Korozo


Byłam najstarsza z trójki dzieci Janusza i Grażyny w komunistycznej Polsce.
(Serio. Brzmi jak mem?)
W moim mieście częściej widziało się transporter opancerzony niż rodzinne auto, a moja babcia potrzebowała zgody dowódcy jednostki, żeby w ogóle móc nas odwiedzić.
To było moje pierwsze spotkanie z systemami. Nie tymi abstrakcyjnymi. Tymi, które czujesz w ciele.
Systemami, które decydują, kto może się ruszać, a kto ma czekać. Kto dostaje kolor, a kto szarość.
Nie byłam głośnym dzieckiem. Byłam tym niewidzialnym. Patrzyłam. Wyłapywałam wzorce. Mapowałam labirynt, zanim jeszcze miałam na to słowa.
Przez lata pracowałam zawodowo z obrazem. Fotomanipulacja i restauracja. Brałam to, co „nie pasuje”, i robiłam z tego spójną całość.
Dziś robię to samo, tylko w innym medium: z przeciążonymi życiami i przeciążonymi biznesami.
Niektórzy niosą za dużo i nazywają to „odpowiedzialnością”. Do momentu, aż ciało zaczyna protestować. Niektórzy prowadzą jednoosobową firmę, która powinna być firmą trzyosobową, plus dział obsługi klienta, plus automatyzacja, która nie śpi.
Moja praca jest odejmowaniem. Nie motywuję cię do jeszcze mocniejszego dociskania gazu. Pomagam ci zobaczyć, co nie jest twoje do dźwigania, domknąć pętle, uciąć szum komunikacyjny i odbudować ustawienia tak, żeby działały nawet w twój najgorszy dzień.
Robię to na dwa sposoby:
Dla kobiet, które jadą już na oparach
Pomagam ci odłożyć nie twoje kamienie, odzyskać przestrzeń na decyzje i przestać żyć w stałym trybie „pilne”. Najpierw ulga. Bez presji. Bez naprawiania siebie.
Dla freelancerów i właścicieli małych firm
Projektuję wspierające systemy oparte na AI, które po cichu ogarniają powtarzalną robotę w tle. Mniej decyzji, mniej zakładek, mniej rzeczy wypadających z rąk. Zbudowane pod to, jak ty pracujesz, a nie pod to, jak narzędzia chcą, żebyś się zachowywał.
Jestem pomiędzy systemami. Pomiędzy tym, co kiedyś działało, a tym, co już nie działa.
Tutaj piszę, tworzę i dzielę się tym, czego się uczę o życiu w systemach bez tracenia sprawczości.


