February 7, 2026

Głód, który karmiłaś ciężarami

Są ludzie, którzy nie potrafią żyć „na lekko”. Small talk ich męczy, spokojny dzień wydaje się dniem straconym, a odpoczynek budzi podejrzenia. Jakby trzeba go było czymś uzasadnić. Najlepiej zmęczeniem.

Może jesteś jedną z tych osób. Może dźwigasz teraz tyle, że czasem brakuje ci powietrza, a jednocześnie gdzieś pod tym wszystkim czujesz, że gdybyś te ciężary odłożyła, nie wiedziałabyś, kim jesteś bez nich.

Przez długi czas myślałam, że coś jest ze mną nie tak. Że brak talentu do rozmów „o niczym” to wada. Że nieumiejętność beztroskiej zabawy to defekt do naprawy. A ta ciągła potrzeba głębi, intensywności, prawdziwości? Pewnie jakiś problem z dzieciństwa, który kiedyś „przepracuję”.

Tylko że to nie był objaw. To było źródło.

Intensywność nie pojawiła się po traumie. Ona była pierwsza. Trauma tylko pokazała mi jeden sposób, żeby ją karmić – walką, wytrzymywaniem, dźwiganiem rzeczy, których normalnie nie da się dźwigać.

Silnik o wysokich obrotach

Wyobraź sobie, że masz w sobie silnik o wysokich obrotach. Taki, który nie pojedzie na byle czym. Potrzebuje intensywności, głębi, zaangażowania całego systemu.

A teraz wyobraź sobie, że przez większość życia jedynym dostępnym paliwem było cierpienie.

Wytrzymywanie. Pokonywanie. Udowadnianie sobie, że dasz radę.

„Dźwigam, więc jestem.”
„Daję radę, więc coś znaczę.”
„Jestem zmęczona, więc żyję.”

Ten silnik nie jest problemem. Problemem jest to, że znasz tylko jeden rodzaj paliwa.

Pułapka siły

Bycie silną jest zdradliwe. Kiedy potrafisz dużo znieść, świat bardzo chętnie daje ci jeszcze więcej do znoszenia. A ty to bierzesz. Nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że to jedyny znany ci sposób, żeby czuć się sobą.

Kiedyś działałam według prostej formuły: „mogę to wytrzymać” jako dowód wartości. Tylko że żeby ten dowód działał, musiałam ciągle mieć co wytrzymywać. To jest zamknięty obieg.

Silnik potrzebuje paliwa. Znasz tylko ciężar, więc szukasz ciężarów. Nazywasz to odpowiedzialnością, dorosłością, rozsądkiem. A to był po prostu głód karmiony jedynym znanym pokarmem.

Drugie paliwo

Dwa razy w życiu doświadczyłam intensywności bez walki.

Za pierwszym razem podczas medytacji. Zamiast uciekać od bólu, weszłam w niego. Dosłownie. Poczułam jego wibrację, zamiast z nią walczyć. I wtedy ciało puściło. Rozszerzyło się do rozmiarów, których nie byłam w stanie objąć głową. Wszechświat pulsował we mnie. Nic mnie nie bolało – nie dlatego, że ból zniknął, ale dlatego, że przestał boleć.

Za drugim razem był zupełnie zwykły dzień pracy. Postanowiłam wysyłać w myślach życzenia szczęścia do każdej osoby, o której pomyślę. Pod koniec dnia miałam wrażenie, że moje serce jest większe niż ciało.

W obu przypadkach było intensywnie. Głęboko. Angażująco. I bez walki.

Miejsce, do którego sędzia nie ma wstępu

Mam w sobie wewnętrznego sędziego. Może ty też masz. Tego, który mówi, że nie robisz wystarczająco dużo, nie dźwigasz wystarczająco ciężko i nie zasługujesz na odpoczynek.

Przez lata próbowałam go pokonać, przekonać, przeprogramować. A potem odkryłam coś prostszego: jest miejsce, do którego on nie ma wstępu.

To miejsce otwiera się wtedy, gdy przestaję szukać, a zaczynam wpuszczać. Gdy przestaję walczyć z tym, co jest, i pozwalam temu być. Sędzia nie rozumie „wpuszczania”. On zna tylko „osiąganie”.

Więc kiedy przestaję osiągać, on znika. Nie ucisza się. Po prostu tam go nie ma.

Głębi nie da się znaleźć

To jeden z tych paradoksów, które długo mnie uwierały: szukanie głębi jest oksymoronem. Głębi można doświadczyć. Można ją zapamiętać. Można za nią tęsknić. Ale nie da się jej znaleźć.

Bo szukanie to działanie. A ta prawdziwa, karmiąca intensywność pojawia się tylko w niedziałaniu.

Może dlatego dźwiganie tylu ciężarów nie daje ci tego, czego naprawdę szukasz. Szukasz intensywności przez działanie, a ta, która karmi, przychodzi przez bycie.

Próżnia

Jakiś czas temu zrezygnowałam z pracy, która dostarczała mi mnóstwo paliwa do walki. I znalazłam się w próżni. Każdego ranka sędzia siada mi na twarzy jak wredna mucha i bzyczy: nie pracujesz, nie zarabiasz, twoje życie nie ma sensu.

A ja odpowiadam: masz rację. Nie pracuję. Nie zarabiam. Nie znalazłam jeszcze sensu.

Jeszcze.

To jedno słowo zmienia wszystko. Sędzia czeka na obronę, na „ale…”. A ja zgadzam się z faktami i dodaję „jeszcze”. I wtedy cichnie. Dopóki jutro nie spróbuje znowu przyłapać mnie w mojej słabszej kondycji.

To nie jest historia o naprawie

To nie jest opowieść o tym, jak naprawić się po traumie, wrócić do normy albo nauczyć się żyć „na lekko”. To jest historia o paliwie.

Twoja potrzeba intensywności jest twoja. Nie jest defektem ani objawem. Jest źródłem. A to, że przez lata znałaś tylko jeden sposób, żeby ją karmić – walką, wytrzymywaniem, dźwiganiem – nie znaczy, że inny nie istnieje. To nie twoja wina. Świat rzadko oferuje inne częstotliwości.

Rozrost przez próżnię

Kiedy studiowałam psychologię kryzysu, czytałam o wzroście potraumatycznym. I dokładnie tak się teraz czuję. Te stare systemy – ciężary, walka, udowadnianie – były dla kogoś mniejszego. Dla kogoś, kto nie wiedział, że istnieje inne paliwo.

Próżnia, której się bałam, okazała się przestrzenią do rozrostu. Nie przez dodawanie i naprawę, ale przez odejmowanie i pustkę. Gdybym miała teraz wrócić do tamtego życia, byłoby to jak wciskanie się w spodnie o trzy rozmiary za małe.

Może dźwigasz teraz tak dużo, że nie potrafisz sobie wyobrazić siebie bez tych ciężarów. Może myślisz, że odpoczynek to luksus. Może twój sędzia właśnie mówi, że czytanie tego tekstu to strata czasu.

Nie powiem ci, co masz zrobić.

Chcę tylko, żebyś wiedziała jedno: ten głód, który karmisz ciężarami, da się nakarmić inaczej. A intensywność, której szukasz przez wytrzymywanie, istnieje też tam, gdzie nie trzeba walczyć.

I że może kiedyś – nie dziś, nie jutro – trafisz do miejsca, do którego sędzia nie ma wstępu.
Ono w tobie jest.
Było tam zawsze.

YOU MAY ALSO LIKE...
February 7, 2026
Głód, który karmiłaś ciężarami
Read Blog
February 7, 2026
AI jako test duchowej dojrzałości
Read Blog
February 7, 2026
Boję się
Read Blog